odc. 2

Jak mówić "NIE"? Najważniejsza zasada wyznaczania granic

Z tego odcinka dowiesz się:

  • Czym są granice w relacjach i dlaczego są takie ważne?
  • Jak może wyglądać przekraczanie takich granic?
  • 3 wskazówki, które pomogą w wyznaczaniu granic

Posłuchaj tego odcinka na YouTube lub Spotify

Odcinek dostępny także na:

Wyznaczanie granic to jedna z tych umiejętności, które są niezbędne w życiu wysoko wrażliwych osób (i nie tylko!)

W tym odcinku opowiadam o tym, czym są granice w relacjach, zdradzam kilka zasad, dzięki którym ich wyznaczanie będzie skuteczne i dzielę się moją historią z czasów, kiedy jeszcze nie potrafiłam tego robić. Chcecie posłuchać?

Link do artykułu, o którym wspominam w tym odcinku znajdziecie tutaj: https://wysokowrazliwa.pl/2021/02/wyznaczanie-zdrowych-granic/ (20 sposobów na powiedzenie „nie” znajdziecie na samym dole)

Transkrypcja odcinka

Cześć!

Mam na imię Paulina i dzisiaj witam Was w Kąciku Wrażliwości. Drugi odcinek podcastu postanowiłam poświęcić wyznaczaniu granic – bo uważam, że to jedna z tych umiejętności, które są niezbędne w życiu wysoko wrażliwych osób – i nie tylko. Tak naprawdę to właśnie granice chronią nas od tego wszystkiego, czego nie chcemy i z czym czujemy się źle. A ja poznałam niedawno najpotężniejszą zasadę wyznaczania granic i dzisiaj chcę się nią z Wami podzielić.

Więc plan na ten odcinek jest taki:
 
    1. najpierw opowiem kilka słów o tym, czym są granice w relacjach i dlaczego są takie potrzebne – szczególnie osobom wysoko wrażliwym
    2. potem zdradzę kilka ważnych zasad, bez których wyznaczanie granic może nie udać się tak, jak byśmy tego chciały
    3. a na koniec opowiem historię z mojego życia z czasów, kiedy jeszcze nie potrafiłam tych granic wyznaczać. To będzie krótka historia z mojej pracy (bo pamiętajcie, że w pracy również mamy prawo postawić granice) – i mam nadzieję, że odnajdziecie w niej wszystkie zasady wyznaczania granic, których ja się wtedy nie trzymałam. Zobaczycie jak bardzo utrudniłam sobie życie, nie wiedząc nic o granicach. Mam nadzieję, że za każdym razem, kiedy będziecie czuły obawę przed byciem asertywną i wyznaczaniem granic, przypomnicie sobie moją historię i ona Was zmotywuje.
  1.  
Dobrze, więc zaczynamy! Na początek kilka słów o granicach
 

Granice w relacjach są tym, co oddziela nas od innych ludzi. Są podobne do tych na mapie, które oddzielają jedno państwo od drugiego. Tylko w przypadku granic interpersonalnych – wyznaczamy je my. Mamy do tego pełne prawo, dopóki nie nachodzimy na granice innej osoby.

Można powiedzieć, że granice wyznaczają przestrzeń, której potrzebujemy, by być sobą. By żyć w zgodzie ze swoimi pragnieniami, wartościami, potrzebami, a przy tym wszystkim nie zatracić siebie i nie stać się zależną od innych. Gdy utrzymujemy zdrowe granice w relacjach, postępujemy w zgodzie ze sobą – z tym, co chcemy i czujemy – jednocześnie szanując to, co chcą i czują inni. A gdy te granice są zacierane, pozwalamy innym na działania, z którymi nie czujemy się komfortowo, stajemy się od nich zależni, łatwiej możemy wtedy paść ofiarą manipulacji, łatwiej nas oszukać, wykorzystać.

Wyznaczanie granic jest ważne, bo dzięki temu możemy decydować o tym, co jest dla nas dobre, co jest dla nas okej, a czego nie chcemy i z czym czujemy się źle. To jest szczególnie istotne dla osób, które są wyczulone na odbieranie bodźców – jak na przykład osoby wysoko wrażliwe. Sama jestem jedną z nich i wiem, że dyskomfort w pewnych sytuacjach może być bardzo przytłaczający. I właśnie, by tego uniknąć, nauczyłam się wyznaczać granice.

Jak to robić?

Podzielę się z Wami moimi trzema zasadami. Zacznę od tej najważniejszej.

1 Pierwsza zasada brzmi:

Wyznaczaj granice od razu, gdy poczujesz dyskomfort. Nie możemy z tym czekać. Gdy coś nam nie odpowiada, mówimy od razu. Dlaczego to jest takie ważne? Bo gdy nie wyrazimy się wprost, będziemy tylko owijać w bawełnę – mówiąc “nie teraz, później, może, jeszcze nie wiem”. A gdy nie zareagujemy wcale na przekraczanie naszych granic – może nie skończyć się na tej jednej. Kolejne granice mogą zostać przekroczone. Druga osoba będzie chciała sprawdzić, jak daleko może się posunąć. I z każdą kolejną przekroczoną granicą, sprzeciwienie się będzie coraz trudniejsze. Coraz łatwiej będzie nas przekonać, że to jednak my coś wymyślamy. No bo pozwoliłyśmy na tak dużo, to co nam teraz nie odpowiada? Więc tak – wyznaczamy granice od razu, gdy czujemy dyskomfort. Ja lubię używać do tego słowa “wolałabym, wolę”. Jest uprzejme, ale stanowcze. Na przykład:

Wolałabym, żebyś się tak do mnie nie zwracał.

Wolałabym, żebyśmy zostali przy wcześniejszych ustaleniach.

Wolałabym nie poruszać teraz tego tematu.

To słowo nie działa oczywiście w każdej sytuacji, ale warto sobie choćby po tym odcinku wypisać kilka zwrotów, których będziecie mogły użyć, kiedy ktoś będzie przekraczał Wasze granice. W opisie tego odcinka wkleję link do mojego artykułu, w którym wypisałam 20 takich zwrotów. Możecie zerknąć i się zainspirować.

Zasada numer 2 to:

Bądź gotowa wybrać siebie ponad wszystko. Bo do wyznaczania granic potrzebna jest odwaga i stabilna samoocena (o tym, jak ją zbudować, będę mówić w kolejnych odcinkach). Jeśli obserwujecie mnie na Instagramie, to wiecie, że ja zawsze zachęcam, by być dobrą dla siebie i uczyć się siebie lubić, kochać. To jest potrzebne zawsze. W przypadku granic – kiedy będziemy siebie kochać, będzie nam łatwiej odmawiać, mówić, że coś nam się nie podoba albo że w taki sposób nie chcemy być traktowane. Bo czasami wyznaczanie granic może pociągać za sobą różne rzeczy – wiecie, chodzi mi o to, że mówienie “nie” może być różnie odbierane. I ważne jest to, żeby sobie to uświadomić.

Niektórzy uszanują nasze granice i będą wdzięczni, że powiedziałyśmy, co czujemy – bo nie wiedzieli, że dana rzecz nam nie odpowiada. Ale będą też tacy, którzy nie będą szanować naszych granic. By nas przekonać do zmiany decyzji, takie osoby mogą po prostu się od nas odwrócić. W ten sposób będą chciały zmusić nas do opuszczenia swojej granicy i oddania im naszej przestrzeni. I właśnie po to jest nam potrzebna zdrowa, stabilna samoocena i miłość do siebie – żebyśmy wiedziały, że jeśli mamy siebie, mamy wszystko. Bo to działa tak, że kiedy kochamy siebie, wiemy, że brak szacunku z czyjejś strony nie oznacza, że my musimy mu udowodnić, że zasługujemy na ten szacunek. Kiedy kochamy siebie wiemy, że gdy ktoś nas nie szanuje, nie ma wstępu do naszej życia. 

3 Ostatnia, trzecia zasada wyznaczania granic, to:
 

nie zmieniaj swojej decyzji. Nie dajmy się przekonać, że coś jest z nami nie tak, gdy bronimy swoich granic. Osoby, którym zależy na ich przekroczeniu mogą próbować różnych sposobów, żeby nas złamać. Najłatwiej będzie im to zrobić, powodując w nas poczucie winy, dlatego na to trzeba szczególnie uważać. Mogą mówić, że oni nam tyle pomogli, a my teraz nie chcemy pożyczyć im samochodu. Że jesteśmy niewdzięczne, że jesteśmy kiepskim przyjacielem. Nie możemy w to uwierzyć. Jeśli nie chcemy pożyczyć samochodu, bo nie czujemy się z tym dobrze, mamy prawo to powiedzieć i mamy prawo nie pożyczyć samochodu. Nie musimy się nawet za bardzo tłumaczyć. Mamy prawo powiedzieć po prostu NIE. Jeśli się złamiemy i powiemy “no dobra, weź mój samochód, tylko uzupełnij paliwo”, wtedy stracimy szacunek do siebie. I następnym razem będzie nam sto razy trudniej wyznaczyć granicę. Ta osoba będzie już wiedziała, jakich sztuczek użyć, żebyśmy zmieniły zdanie. Bo kiedyś pożyczyłyśmy jej samochód – to dlaczego nie pożyczymy teraz? Widzicie, jak to działa?

Więc na to dobrze jest po prostu być gotową – że niektóre osoby nie będą szanowały naszych granic. Wręcz przeciwnie – mogą powodować w nas wyrzuty sumienia, poczucie winy, mogą mówić, że dbając o siebie jesteśmy samolubne. Najlepszą odpowiedzią na takie zachowanie może być uszanowanie takiej reakcji. 

Dobrze jest pamiętać, że nasze granice nie powinny nikogo urażać. To w końcu coś, co oddziela nas od innych. Więc, gdy działamy w naszych granicach, nie wchodzimy w przestrzeń innych ludzi, nie zabieramy im niczego. Pilnujemy tylko tego, co nasze. Nasze granice nie odstraszą właściwych osób. A osoby, które nie szanują naszych granic, nie są osobami, przy których będziemy czuły się dobrze.

Więc teraz czas na małą anegdotę z czasów, kiedy nie wiedziałam nic o wyznaczaniu granic.

Przykład z mojego życia będzie dobrym zobrazowaniem tego, jak może wyglądać przekraczanie granic i co się dzieje, gdy tych granic się nie broni. 

Gdy będziecie słuchać tej historii, zwróćcie uwagę na to, że da się tego wszystkiego nauczyć od zera. Zobaczcie, jaką osobą byłam kiedyś i jak bardzo się zmieniłam. Więc nawet jeśli Wy jesteście teraz w miejscu, w którym nie potraficie wyznaczać granic ani kochać siebie – możecie dojść do miejsca, w którym będzie to dla Was czymś normalnym i naturalnym.

Zanim zacznę, przypomnę zasady, które wcześniej podałam: wyznaczamy granicę od razu, gdy poczujemy dyskomfort, jesteśmy gotowe, by wybrać siebie ponad wszystko i nie zmieniamy naszej decyzji nawet jeśli druga osoba jej nie szanuje. Zobaczcie, którą zasadę ja najbardziej złamałam.

Więc było tak…

Pracowałam dla pewnej marki i była to moja wymarzona praca. Czymś naturalnym było dla mnie to, że jeśli sumiennie pracuję i jestem do dyspozycji przełożonych przez cały tydzień roboczy, weekendy są moje i mogę poświęcić je na odpoczynek i regenerację. W umowie nie miałam zapisu o pracy w weekendy i nigdy nie był poruszany ten temat. A moja praca była w stu procentach zdalna i na Instagramie, gdzie codziennie byłam wyeksponowana na ogromną ilość treści i naprawdę potrzebowałam się od tego odciąć w weekendy. I w pewną sobotę około godziny 22:00 dostałam wiadomość od mojej przełożonej, że część wykonanej pracy nie jest zgodna z oczekiwaniami i musimy porozmawiać o tym, co mam poprawić. Dodam, że do komunikacji nie używaliśmy żadnego narzędzia przystosowanego do porozumiewania się pracowników. Korzystaliśmy z prywatnego komunikatora, przez który rozmawia się z rodziną, znajomymi. Więc to tutaj tak naprawdę została przekroczona pierwsza granica – bo wyobrażacie sobie, że jedynym sposobem na komunikację z przełożonymi jest wysyłanie smsów? Tak naprawdę cały czas jest się wtedy gotową na wiadomość i dostępną do pracy – a przynajmniej tak to wygląda i tak myślą o tym pracodawcy.

No i przyszła ta wiadomość w późny sobotni wieczór. Dla mnie brzmiała na pilną. Więc gdy tylko ją zobaczyłam – odpisałam. Dostałam odpowiedź – “porozmawiamy o tym jutro przez telefon”. Jutro, czyli w niedzielę. Odpisałam “ok, więc do usłyszenia”. I ja w niedzielę podporządkowałam sobie cały dzień pod tę rozmowę. Wiecie, miałam z tyłu głowy, że ma się odbyć, więc wstałam wcześniej, zrobiłam szybsze śniadanie, nie wyszłam na spacer… Około południa dostałam wiadomość z pytaniem, która godzina mi odpowiada. Napisałam, że 15:00. Nie wiem, czy to było celowe czy nie, ale moja przełożona zrozumiała, że pasuje mi za 15 minut i… ja nie wyprowadziłam jej z tego błędu. Opisałam tylko “ok”. Rozmowa się odbyła, nie pamiętam już nawet, ile trwała, nie pamiętam też, co stało się dalej, ale nie zdziwiłabym się, gdybym w trakcie tej rozmowy dostała jakieś polecenie z terminem na jego wykonanie do godziny 18:00 tego samego dnia. W końcu pozwalałam na przekraczanie każdej kolejnej granicy, więc możliwym jest to, że przekraczane byłyby kolejne i kolejne i kolejne.

Pewnie zastanawiacie się, dlaczego na to pozwalałam? Bo to była moja praca marzeń i nie miałam odwagi, by się sprzeciwić, bo wiedziałam, że mogłabym ją stracić. Czyli najpierw złamałam zasadę numer 1 i nie wyznaczyłam granicy od razu, gdy poczułam dyskomfort. Pozwoliłam używać smsów do komunikacji, odpisywałam przełożonym w sobotę wieczorem, zgodziłam się na rozmowę w niedzielne południe. W ten sposób każda kolejna granica była przekraczana z taką samą łatwością. I złamałam też drugą zasadę – nie byłam gotowa, by wybrać siebie ponad wszystko. W tym przypadku – ponad wymarzoną pracę. Nie byłam gotowa, by szanować siebie bardziej niż pracę.

Kilka miesięcy później sytuacja z wiadomością w sobotę się powtórzyła. Tym razem miałam coś zrobić na już, na teraz. Od ostatniego razu pracowałam dużo nad sobą i postanowiłam wyznaczyć granicę. Po kilku godzinach od otrzymania wiadomości odpisałam: “Dzień dobry. Dziękuję za wiadomość. Zajmę się tym w poniedziałek z samego rana. Miłego weekendu!” Moje zachowanie wywołało u drugiej strony oburzenie i wcale nie mi było łatwo wytrwać przy tej granicy. Bo przecież przyzwyczaiłam już przełożonych, że moje granice mogą przekraczać, więc muszę na to pozwolić i tym razem. A przynajmniej – takie poczucie próbowano we mnie wywołać. Ale wiedziałam, że gdy złamię zasadę nr. 3 i pod wpływem przykrych słów zmienię decyzję i odpowiem “ok, będzie gotowe do dwóch godzin” – wtedy nigdy nie będę szanowana i stanę się całkowicie zależna. I wiecie, co? Miałam super weekend, a do tego zadania zabrałam się w poniedziałek i… nie zostałam zwolniona. Ale moje granice wciąż nie były tam szanowane, więc po kilku miesiącach, sama odeszłam. Byłam gotowa, by kochać siebie bardziej niż pracę. I wyszłam na tym naprawdę dobrze. Zyskałam swój szacunek i nauczyłam się, że nie muszę być w miejscu, które nie jest dla mnie dobre. No i – znalazłam nową pracę, jeszcze lepszą niż poprzednią. Tym razem od samego początku wyznaczałam granice – i one były tam szanowane.

Mam nadzieję, że zauważyłyście w tej historii pewien schemat przekraczania granic. Jeśli czujecie, że tego potrzebujecie, zapiszcie sobie ten odcinek i wracajcie do niego tak często, jak tylko chcecie. I pamiętajcie, żeby przez cały ten czas być dla siebie wyrozumiałą i dobrą. Bo Kącik Wrażliwości może istnieć w Internecie jako czuły podcast o emocjach, w naszych domach jako przytulny kąt, gdzie zaszywamy się z dobrą książką. Ale przede wszystkim, kącik wrażliwości może istnieć w naszych głowach – jako miejsce pełne wyrozumiałości i dobra dla samych siebie. I do tego właśnie chciałam Was dzisiaj zachęcić – by w swojej własnej głowie zrobić przestrzeń dla zrozumienia i czułości – do siebie, swoich emocji i wszystkiego, co w nas. Bo życie jest przecież zbyt krótkie, by nawet przez jeden dzień być niemiłą dla samej siebie.

Dziękuję, że tu jesteście i do usłyszenia w kolejnym odcinku podcastu, paa!

Popularne odcinki podcastu